2+2=4

Mit, stereotyp? Nie, to akurat jest prawda, stojąca u podstaw wszelkiej wiedzy. Z nią walczyć nie trzeba!

Tablet do nauki i pracy się nie nadaje. Czyżby?

Ostatni raz słyszałem ten tekst w piątek 12 września. Poparty został informacją, że mój rozmówca miał kiedyś netbooka i nie umiał pracować ze zbyt małą klawiaturą. Na wyświetlaczu też było widać za mało szczegółów.

Powyższą „prawdę” szerzej podpierają dyskutanci pod artykułem w ANTYWEB: Tablet w szkole niczym opium dla mas, czyli jak wykreować nieistniejącą potrzebę. Co lepsze, większość dyskutantów — jak się okazywało z ich wypowiedzi — to słynne pokolenie X (pierwsze pokolenie, które informatykę poznawało od kołyski). Podobno to najprawdziwsza prawda. Ostatnio usłyszałem z ust pewnej pani psycholog, że się „strasznie” obniżył wiek inicjacji informatycznej dzieci. Otóż bowiem już 6 czy 8-miesięczne oseski, brane na kolana głównie tatusiów, wgapiają się w strzelanki i wszelkie inne gry na monitorach komputerów.

Wcale nie chcę twierdzić, że wszystko, co znajdą Państwo aktualnie w sklepach, a nazywane dumnie tabletem, nadaje się do efektywnej nauki i pracy. Historia urządzeń zwanych tabletami ciągnie się od dobrych pięćdziesięciu lat (sic! Niedowiarków odsyłam do artykułu na ten temat) i zawsze produkowano je do zastosowań w edukacji i w profesjonalnych technikach projektowania. Tablet stał się obiektem mych marzeń głęboko w ubiegłym stuleciu,. No cóż, w tym czasie realizowałem jednak bardziej prozaiczne marzenia wyposażenia rodziny w profesjonalny komputer PC. W tamtym okresie chyba też zaczęto określać mianem tabletu komputer PC z dotykowym ekranem (no może raczej wrażliwym na dotyk specjalnego piórka). Do tego powinna być dostępna łączność Wi-Fi i klawiatura (choć niekoniecznie przez 100% czasu użytkowania). Koncepcja tabletu z biegiem czasu szybowała w górę — a to chciano, żeby tablet rozpoznawał pismo odręczne, potem jeszcze myślano o głosowym sterowaniu czy dyktowaniu tabletowi dokumentów. Technologia była w tym czasie na takie wymagania zbyt słaba. Po roku 2000 wymagania stawiane komputerom nagle spikowały w dół. Podobnie stało się z koncepcją tabletu. Pamiętam, że przez długi czas forsowano ideę komputera jako ni mniej, ni więcej, tylko przeglądarki internetowej — na dobrą sprawę koncepcja ta szła w kierunku uproszczenia klawiatury najpierw do poziomu pilota telewizyjnego, a potem nawet do góra trzech klawiszy (w lewo, w prawo i „home”). No i wykreowały się w ten sposób wszystkie te telewizory smart, telefony smart oraz „tablety”. A dodatkowo nawigacje, czytniki e-booków i inne ekraniki do zaciągania się multimedialnym opium.

Bill Gates przestał biegać po Manhattanie z prawdziwym tabletem i przekonywać, jak wspaniale można go w pracy wykorzystać. Zajął się dobroczynnością.

Firma Google zaczęła za to przekonywać, że tanie jest wspaniałe. Mamy dzięki temu mnóstwo tabliczek — niby tabletów — służących głównie do oglądania wirtualnej rzeczywistości. Ze względu na kiepski interfejs i niedostatki wydajności kreatywność wyposażonej w tabliczkę osoby, która chce być dostrzeżona po drugiej stronie (w mediach społecznościowych), musi być i jest z konieczności filmowo-kabaretowa. Na inne formy kreacji googlowe tabliczki (nawet te w cenie dobijającej do 600 zł) są po prostu za słabe i nie mają wystarczająco uniwersalnego interfejsu.

Na całe szczęście Intel nadal produkuje dobre procesory, a Microsoft — mimo braku Gatesa — nadal rozwija system operacyjny. Nie będę się upierał, że Windows 8 to pełnia szczęścia. Sam uważam, że windowsowe kafelki dotykowość ekranu traktują zbyt prymitywnie, a nawet powiedziałbym, że obecne w Windows 7 dobre cechy dotykowego piórka nie zostały rozwinięte. Ale mimo wszystko są to kroki w znacznie lepszym kierunku niż ten znany nam z googlowych tabliczek.

W kolejnych wpisach na stronie www.bbsoft.com.pl postaram się przekonać Państwa, że prawdziwe tablety (z dobrymi procesorami i dobrym oprogramowaniem) naprawdę mogą być bardzo użyteczne zarówno w edukacji, jak i w każdej pracy, wymagającej według dotychczasowych stereotypów „prawdziwego” komputera albo notebooka. Biorąc pod uwagę fakt, że ich ceny zaczynają się od około 1000 zł, można powiedzieć, że są porównywalne z cenami często słabszych od nich notebooków i komputerów stacjonarnych. Urządzenia te mają jednak jedną dodatkową, bardzo ważną zaletę: mogą nam towarzyszyć w zasadzie tak samo jak telefony komórkowe, dając takie możliwości, jakich oczekujemy od dobrego komputera.

Przeczytaj więcej na ten temat:

DellVenue11Pro